Zielone tu, zielone tam…

Właściwie rośliny lubiłam od zawsze ale parę lat temu wpadłam głową w dół w zielony nałóg i cały czas systematycznie zarastam.

Moją pierwszą fascynacją były orchidee – są tak różnorodne i fascynujące, że pewnie każdy prędzej czy później ma ochotę ich spróbować. Oczywiście jako nowicjusz kupowałam wszystko co wpadło mi w oko i nie wszystkie rośliny przetrwały próbę czasu oraz moją opiekę. Teraz wiem juz mniej więcej co się w moich warunkach sprawdza a co nie ale i tak od czasu do czasu próbuję czegoś nowego. Chyba nie ma wiekszej satyfakcji niż piękne przyrosty i kwitnienie egzotycznego cudeńka.

Kolejną grupą roślin, która ma u mnie swoje specjalne miejsce są hoye. Z pewnością niejeden hoyomaniak patrzy czasem na zielone, parapetowe kłębowisko i myśli sobie „Co w tych hojach jest takiego szczegolnego?”. Chyba ich największym atutem jest ogromna różnorodność – są odmiany o liściach maleńkich i ogromnych, wąskich i szerokich, ozdobionych wyrazistym unerwieniem i tych o ciekawie wybarwionych liściach. No i oczywiście kwiaty – chociaż te, w większości przypadków stanowią tylko dodatek do pięknych liści.

Poza orchideami i hoyami lubię… całą resztę. Moim numerem jeden są rośliny o dekoracyjnych liściach ale lubię też mieć pod ręką kilka kwitnących. Z tych drugich szczególnie ciekawe wydają mi się chirity – ich piękne, delikatne kwiaty mają w sobie specyficzny urok.

Zresztą, co tu będę pisać… najlepiej po prostu wybrać się na spacer pod zielonym niebiem, pokrążyć między roślinami i odkryć niezwykły czar zieloności :)